- Cassie, jesteś gotowa? Zaraz wyruszamy. - zawołała Jej Mama niecierpliwiąc się, stojąc, przy wejściu do domu
- Już Mamo... Jeszcze chwilkę... - oczy Cassandry zaszkliły się
Ostatni raz patrzy na swój dom. Na swój pokój. Na te promienie słoneczne, oświetlające Jej, już były pokój, z rana. Na ten, może mały, ale piękny pokój pełny wspomnień. Nie była w stanie opanować łez, które bezwiednie leciały spod Jej powiek. Już tu nie wróci... Była świadoma tego. Nie chciała się nigdzie wyprowadzać, a co dopiero na drugi koniec kraju... Przecież miała tu przyjaciółki, szkołę... Miała tu wszystko... A teraz tak w jednej chwili miałaby to zostawić? O nie, nie chciała tego...
- Nie jadę nigdzie! - rzuciła stanowczo Cassie, siadając na łóżku
- Weź się nie wygłupiaj, no, szybciutko, nie mamy wiele czasu. - odpowiedziała Jej Mama
- Jak Wy nic nie rozumiecie! Nie chcę zostawiać wszystkiego, na co sumiennie pracowałam tyle lat! Każdy mnie tu szanuje, zna i akceptuje, pomimo wad! Każdy ma wady, ja również. Boję się zawierania nowych znajomości... Do licha, zrozumcie... Nie chcę porzucać przyjaciółek i szkoły.... Chcę tu zostać! - Cassie już nie panowała nad sobą.
- Doskonale Cię rozumiemy, lecz już Ci to tłumaczyliśmy... Musimy wyjechać. Wrócisz tu za trzy lata jak będziesz chciała... - Tata starał się załagodzić sytuację.
- Trzy lata?! Wy wiecie ile to jest! To ponad 26 297h! Ja nie wytrzymam tam tyle! Nikt mnie przecież nie polubi... Mnie się nie da lubić! Nie zasługuję na nic... Muszę się w ogóle tam do szkoły zapisywać..? - dziewczyna spojrzała błagalnym wzrokiem na rodziców
- Tak, Cassie... Musisz skończyć jakąś dobrą szkołę średnią. Musisz zdać maturę. Nie no, oczywiście wybór należy do Ciebie, ale żałowałabyś tego w przyszłości... - odpowiedział Tata, wyraźnie przygnębiony postawą córki.
- Gdybym tu była, poszłabym bez namysłu. Każdy mnie tu zna. A tam? Tam nikt. Jacy są tam ludzie? Dobrzy? Źli? Wy sami tego nie wiecie. Zaakceptują mnie? Czy odrzucą? Przez trzy lata będę samotna jak kołek? Chcecie dla mnie takie życie? Na prawdę? Nie spodziewałabym się.... - Cassandra próbowała wzbudzić współczucie oraz wyrzuty sumienia u rodziców.
- Dziewczyno, opanuj się. Nie stawiaj wszystkiego na złą sytuację. Będzie dobrze. Wspomnisz te Nasze słowa i będziesz się śmiała z siebie, że się bałaś. Zobaczysz. A teraz marsz do samochodu, bo się spóźnimy! - powiedzieli stanowczo rodzice.
Cassie poderwała się z łóżka, cała zalana łzami. Wyjęła swój telefon, chciała zrobić ostatnie zdjęcie swojego domu. Chciała mieć pamiątkę. Zrobiła je i już miała chować telefon do kieszeni, gdy dostała sms z numeru, którego nie znała. Treść była następująca: „Hej Cassie, jesteś jeszcze w domu, czy już w podróży?”
Odpisała tylko krótkie „Kim jesteś?”.
Odpowiedź przyszła po jakiś dwóch minutach i brzmiała: „Ach, przepraszam, zapomniałem się przedstawić xd. Jestem Louis, no ten z Twojej byłej szkoły.”
Przeczytała treść z pogardą i z wyraźnym gniewem. Zaczęła wykrzykiwać do telefonu „Zabraniam Ci mówić, że to jest moja była szkoła! Jezu! Każdy mnie chce tu do grobu wpędzić.”
Spisała to i wysłała.
Odpowiedział: „Oj, przepraszam, nie chciałem, byś się zdenerwowała. To jak? Jedziesz już?”
Odpisała, że tak. To co przeczytała w kolejnym sms, wstrzymało Jej oddech i krążenie krwi. „O nie. Znów za późno się do czegoś wziąłem. Bo ja... Ja chciałem Ci powiedzieć, że... Ja Cię kocham Cassie.... Ale bałem Ci się o tym powiedzieć. Bałem się, że mnie wyśmiejesz. Wiem o Tobie dużo... Wiem, że się cięłaś, wiem nawet to....”
Zapytała się skąd On to wie.... Była zdruzgotana.
Dostała odpowiedź: „Nieudolnie je zakrywasz. Lecz nie bój się, tylko ja o tym wiem. Kocham Cię i nie pozwolę, byś robiła to dalej. Nie będę wypytywał jakie miałaś problemy. Nie chcę okazać się zbyt ciekawski, czy coś... Ponadto mogłabyś zmyślić i nie powiedzieć mi prawdy. Nie będę więc pytał. Kocham Cię... Wątpię, czy Ty mnie, ale... Spotkalibyśmy się w weekend? Doszły mnie słuchy, że na weekend jeszcze wracasz.”
Tak, Cassie wracała z rodzicami za dwa dni po resztę rzeczy. Sama szczerze nie wiedziała, czy coś czuje do Louisa, ale postanowiła, że się z Nim spotkać...
Tymczasem podróż mijała nudnie. Zwykle Cassie by się cieszyła, bo kocha podróżować. Ale nie teraz. Nie w tym momencie. Przytłaczały Ją myśli, że ma być w nowej szkole, ma od nowa poznawać wszystkich ludzi i w dodatku Louis Ją kocha. Miała ochotę płakać. Pomimo posiadania szesnastu lat, Cassie była osobą niezwykle wrażliwą, pomocną, przyjacielską, niezwykle nieśmiałą i introwertyczną. Dziewczynę tą stanowczo zakwalifikować można było wtedy do introwertycznej grupy B (człowiek nieśmiały, zamknięty w sobie, z niskimi umiejętnościami nawiązywania kontaktów z ludźmi, bojący się ludzi i robienia czegoś przed innymi, lubiący być zostawiony samemu).
Nie opanowałaby łez dłużej. Usiadła bokiem, na samochodowym siedzeniu, wtuliła weń głowę i płakała, cicho, lecz się trzęsąc. Sama nie wiedziała, kiedy usnęła...
Spała tak do końca jazdy. Gdy już byli pod domem, obudzili Ją rodzice. Słońce górowało w zenicie i powodowało zmniejszenie pola widzenia u Cassie, która, jak się obudziła, od razu w nie spojrzała.
- No, nieźle. Wyspałaś się? - zapytał Tata z uśmiechem. - Jesteśmy na miejscu. Podoba Ci się?
- Bardzo śmieszne... - Cassie leniwie wstała i spojrzała na dom. - Wygląda jak wygląda. Ale w poprzednim było lepiej...
- Już nie marudź. Zobacz, jaki jest piękny. Będziesz miała o wiele większy pokój, niż dotychczas. Szkoła jest tylko dziesięć minut drogi stąd. Do poprzedniej miałaś trzydzieści minut. Nie widzisz plusów? - rzekła Mama.
- Taaa, plusy. Już lepiej chodźmy zwiedzać... - powiedziała smutno Cassie.
Przed domem była piękna, czarna, wysoka furtka. Za nią ścieżka z drobnych kamieni, prowadząca do paru schodków przed drzwiami wejściowymi. Obwód domu był usłany pięknymi krzakami róży. Wracając jednak do wnętrza... Od drzwi wiódł średnio długi korytarz. Na przeciwko była łazienka. Na prawo kuchnia, na lewo od kuchni pokój Cassandry. Naprzeciwko pokój dzienny i za ścianą sypialnia rodziców.
Kuchnia: Ściany śnieżnobiałe, podłoga pokryta świecącymi w blasku słońca kafelkami. Stół stał niedaleko okna i był lekko kremowy. Przeogromny. Trochę dalej od stołu była kuchenka gazowa z piekarnikiem gazowym, nad tym były dwie szafki. Zaraz obok był zlewozmywak. W kącie stała lodówka z zamrażalnikiem. No i szafki. Dużo szafek.
Pokój Cassie: Drzwi w kolorze kremowym, wykonane z drewna sosnowego. Naprzeciwko wejścia
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz